czwartek, 17 lutego 2011

Mile rozczarować...?

Skoro są czary, powinno być miło. A jednak.

Co jakiś czas przecina moją drogę człowiek, który życiem/ pracą/ polityką albo miłością jest mile rozczarowany. Słucham go wtedy - jak zawsze - próbując odkryć, co się pod tym miłym kryje, zazwyczaj jednak... do z-rozumienia nic nas nie prowadzi. Wszystko dlatego, że nie mogę pojąć, co w czasowniku rozczarować (kogo? co?) kojarzyć się może z przyjemnością.

Rozczarował mnie... Zawiódł moje oczekiwania, wyobrażenia o czymś. Zrobił to mile? Zaskoczył - tak, tu się zgodzę. Pozytywnie albo nie. Ale poczucie zawiedzenia kojarzy mi się tylko z nieprzyjemnościami.

Masochiści pewnie patrzą na to inaczej. Gdyby mi się w dyskusjach ujawniali, byłaby to zawsze jakaś porozumienia nić. A tu... rozmawiam z takim *mile rozczarowanym i wychodzi na to, że mylą mu się dwa całkiem nietrudne czasowniki: rozczarować i zaskoczyć. A jak ja do niego polskim, a on do mnie - polskawym, to...

niedziela, 13 lutego 2011

Miłosny tryb przypuszczający

źródło: piksele
agde.blox.pl

Zabór amerykański

Globalizacja i potęga Internetu spowodowały, że jeżeli już gdzieś mamy być, to na pewno na Facebooku, a wielka popularność samego portalu wpływa na nasz język - powiedział w rozmowie z PAP Life Bartek Chaciński, autor "Wypasionego słownika najmłodszej polszczyzny".

Internet zabija spontaniczną tkankę języka mówionego. Dzisiaj nie rozmawiamy, lecz coś komunikujemy. To jest bardzo sztywna forma rozmowy.

Jego zdaniem, choć tegoroczne zmiany nie były rewolucyjne, to dalsze są nieuniknione. "Od wielu lat, o tym, jak się zmienia język, decydują środki komunikowania, jakie mamy do dyspozycji. Tak było w przypadku telefonów komórkowych i Internetu. One zostawiły bardzo duży ślad w języku" - podkreślił.

źródło: tech.wp.pl



(z komentarzy znalezionych pod artykułem)

piątek, 11 lutego 2011

wtorek, 8 lutego 2011

niedziela, 6 lutego 2011

Buziak czy całus? Eureka!

buziak!
źródło: Internet

Jeśli od dwóch lat* ludzie przekopują Google w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, czy dają buziaki, czy całusy - sprawa robi się poważna.

A mnie oświeciło zupełnie niespodziewanie, tak zwyczajnie, przed snem. Wtedy, kiedy wyobraziłam sobie... buzię. Bo buziak przecież właśnie od niej pochodzi, od niej - czyli od pieszcz. twarzy.

Buziak będzie więc wilgotnym albo suchym, krótkim albo długim, ucałowaniem czyjejś twarzy. Zaliczyłabym do niej nawet płatki uszu, bez przygryzania. Ale problem filologiczny powstaje teraz w zupełnie innym miejscu: czym różnią się od siebie całusy i pocałunki?

Tak właśnie powinno brzmieć pytanie w tej dyskusji.

Wydaje mi się, że kwestia długości trwania jest tu rozstrzygająca, można jednak popróbować różnych interpretacji.;-) W takiej sytuacji zawsze odnoszę się do etymologii wyrazu - ona jednak tym razem nie za bardzo pomoże. Bo...

Z pocałunkami było dawniej tak, jak z pozdrowieniami. Zawierały w sobie życzenie.

Po-zdrowie-nie było życzeniem drugiej osobie zdrowia. A po-cał-unek - życzeniem powrotu cało (!), na przykład z wojny.

Jak to się ma do ust, to chyba tylko kwestia wyobraźni. Powodzenia!

* W dwa tysiące dziewiątym napisałam tekst pod tytułem "Chcesz buziaka czy całusa?". To niezmiennie najpopularniejszy z postów na wszystkich moich blogach, teraz ma już prawie 1 300 odsłon, a aż o połowę mniej - następny na liście naj.

piątek, 4 lutego 2011

Wulgaryzm magiczny?

Foyer: Jesteś fanką Leśmiana?

Maria Peszek: Raczej Schulza. Ojciec czytał mi jego opowiadania w dzieciństwie. Zostało we mnie, że można wymyślać słowa. Tylko że ja tworzę pochodne wulgaryzmów. Przyszło mi do głowy, że chciałabym stworzyć coś takiego, co nazywałoby się wulgaryzmem magicznym.

F: Byłabyś poetką wulgaryzmu magicznego.

MP: Chciałabym. Nie ma czegoś takiego. Chociaż... Fisz czasem idzie w tym kierunku.

F: Ale on nie nazywa tego wulgaryzmem magicznym.

MP: Jednak nie może tak być, że wymyślę nazwę nurtu i potem nie będę w stanie go tworzyć. Dwa wyrazy to jeszcze za mało.

F: Jest już fundament.

Dwa wyrazy Peszek to pieprzoty i pochuje (w "Marii awarii" był jeszcze hujawiak). Cały z nią wywiad można przeczytać tutaj.

Ja do tej magiczności nie jestem jakoś przekonana... Za to "wulgaryzm" podoba mi się bardzo!

wtorek, 1 lutego 2011

Kradzione

W słowie polactwo zakochałam się od pierwszego wejrzenia.

Książki Ziemkiewicza nie miałam jeszcze w rękach, nie będę więc dyskutować z jego definicjami. Podoba mi się jednak w tym tytule pejoratywny smaczek, który najlepiej brzmi, kiedy zestawić polactwo z polskością.

Do tej dwójki dodałabym jeszcze Poland - ale odmieniony przez przypadki; także negatywny. Często zdarza mi się mówić o różnych rzeczach, co to się dzieją "u nas, w Polandzie"... W ustach kogoś, kto jest teraz za granicami, słowo to byłoby pewnie profanacją.

Tyle Ziemkiewicz. Gretkowska za to zwróciła moją uwagę dialogiem.

Główny bohater jej powieści, Miłosz, w młodym wieku emigruje do Szwecji, a poznawszy Karin, zostaje i zakłada z nią rodzinę. Po czterdziestce i rozwodzie znajduje na naszej-klasie kolegę, z którym umawia się blisko dawnej szkoły, już w Polsce.
- Źle się tu czujesz? - zapytał zaniepokojony moim przygnębieniem.
- Chamówa, szaro i wymiotnie.
- Warszawica - zawyrokował i włączył tylne wycieraczki, żebym lepiej przyjrzał się ulicom stolicy. - No, no, oblazła cię w tydzień...
Nie potrzebuję wyjazdu do stolycy, żeby i mnie warszawica dopadła. W moim mieście jednak nie brzmi już tak poetycko!

Oba te nowe słowa dodaję do listy wszystkich moich pisarskich inspiracji, znajdujących się w kategorii "zabawy językiem polskim". Zaraz za Kuczokiem!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...