wtorek, 15 marca 2011

Erotyk na dobranoc

Photobucket

Anne Hathaway & Jake Gyllenhaal, "Love and other drugs" (2010)
źródło: Internet


"Do-ty-kać" fragment (II)

NOS - jest lasem, który drążą światełka myśliwych, wgryzają się w miąższ i w gałęzie i stamtąd wydobywają zapachy, z których najpiękniejszy jest zapach potu gromadzącego się na skórze - stamtąd, stamtąd strącamy naszą wartość - życie odcedzone z potu, życie pozostałość ciała. Czy mnie pamiętasz? poznam cię po zapachu twojego ciała, twoje miejsca sekretne pachną najpiękniej w świecie.

JĘZYK - robi wycieczki w chleby, ciasta, usta, ciemną drogą i ma tam wiele modlitw do odmówienia. Kto potrafi odróżnić prawdziwą od fałszywej i kto potrafi powiedzieć, iż jeden adresat prawdziwszy jest od drugiego. Prawdziwie mówimy milcząc. Cisza jest naszym przyrodzonym językiem.

Ale najwspanialszy, najreligijnieszy, najprawdziwszy jest DOTYK, którym rozpoznaję jedno ciało od drugiego, którym odróżniam jedną rękę od drugiej, którym rozpoznaję jedną skórę od drugiej. (…)

Tadeusz Sławek

Zobacz też: "Do-ty-kać" fragment (I)

sobota, 12 marca 2011

Matura to bzdura - błędy językowe



Doczekałam się! Tym razem Kuba Jankowski i Dyziak (za kamerą) zrobili telewizyjną wersję wszystkich moich blogów. Umiem czy *umię? *Labolatorium czy laboratorium (uśmiech dla Tomasza)? Bynajmniej albo przynajmniej...? Diagnoza, jak zawsze, zahacza o tragizm.

Zgadzam się z tezą tego programu: matura to właśnie bzdura. Nie umywa się nijak do wiedzy zdobywanej później, jest śmiesznym wspomnieniem podczas każdej sesji na studiach - a to tym bardziej żałosne, że ma opinię naprawdę ważnego egzaminu w życiu. Jeszcze ma.

Nie zgadzam się natomiast z tym, że program chłopaków powinien zmuszać ludzi u władzy do zmiany zasad/ zakresów materiału, na jakich egzamin maturalny się odbywa. "Udowadniamy bezsens matury, czyli uczenia się na pamięć, aby tylko zdać" - hmmm?

Udowadniają raczej, że po ulicach naszych miast chodzi więcej głąbów, niżbyśmy się mogli spodziewać!.

środa, 9 marca 2011

Złodzieje tematów

Siódme: nie kradnij!

Denerwuje mnie bardzo pisanie e-maili do ludzi, którzy... odzywają się do mnie jak do żaby. Re. Czasem ja im też: re, a wtedy oni mi: re re.

Czemu kradną moje tematy?!?

Nie jest łatwo wymyślać rzeczy lotne, zabawne albo romantyczne... cały czas. A się staram! Tymczasem niektórzy nie mają nawet zamiaru się wysilić. Owszem, za szlachetny uważam sam gest od-pisania, bywa że akapit po akapicie. Jednak mój pierwszy kontakt z nową wiadomością zaczyna się właśnie od tematu. I kiedy jest kradziony...

W zeszłym roku dowiedziałam się na jednym z mądrych szkoleń, że w ważnych dokumentach nie powinno się używać pogrubionej czcionki dla zwrócenia uwagi na pewne fragmenty tekstu. Zakładamy bowiem, że czytelnik - głupi, sam by na ważność tych fragmentów nie wpadł.

Pewnie podobnie rzecz ma się z funkcją: odpowiedz nadawcy, która wkleja treść wiadomości otrzymanej do nowej. Rzeczywiście, piszę ich każdego dnia setki, więc nie łapię już co i do kogo. A paluszek zaboli, kiedy wejdę do skrzynki już wysłanych...

Przeszkadzają mi te tak zwane "ułatwienia"; kilka razy już podkreślałam, że nie lubię, jak się robi ze mnie głupka.

Jeśli system musi, mówi się trudno. Ale żeby mi to robili... nie- i całkiem znajomi?

poniedziałek, 7 marca 2011

Stój, bo strzelam!

źródło: Internet

Pytanie: Który ze zwrotów jest poprawny: strzał w stopę czy strzał w kolano, jeśli chcemy mówić o sytuacji, w której ktoś sam sobie stwarza kłopoty?

Odpowiedź:
Mój słownik oksfordzki podaje zwrot shoot oneself in the foot, ale z pobieżnej kwerendy internetowej wynika, że wariantywny zwrot shoot oneself in the knee jest także w użyciu. Oba zostały przetłumaczone na język polski (nie jest to odosobniony przykład kalkowania angielskiej frazeologii w dzisiejszej polszczyźnie) i stąd mamy dziś i strzelić sobie w stopę, i strzelić sobie w kolano.

Nie wiem, co zrobić łatwiej, a więc który zwrot jest lepiej umotywowany. Może zależy to od rodzaju broni?

Mirosław Bańko, Uniwersytet Warszawski

piątek, 4 marca 2011

Interedżio

Podobno od jakiegoś czasu na polskie perony wjeżdżają - z włoska - pociągi *interedżio.

Z tego, co pamiętam, to po prostu przewozy regionalne (redżionalne?), ale kłócić się w piątek nie będę. Zazwyczaj i tak jeżdżę TLK.

Jeśli jednak to mi się kiedyś zmieni, to... wsiądę w Reginalda - tak pociągi InterREGIO nazywa czule Cezary (od Biedy).

Pozdrawiam Cezarego -
z regionu Śląska!

środa, 2 marca 2011

Po-rada!

"Żyjemy w kulturze radzenia sobie ze wszystkim. Poradź sobie z bólem, poradź sobie z bezsennością, z ochotą na seks i z brakiem ochoty... Poradź sobie oczywiście za pomocą natychmiastowego środka, jakim jest pigułka, batonik, rada psychologa.

Ja dostaję szału, jak mnie wszyscy pytają, co można na to poradzić. A żyj z tym, człowieku!"
psycholożka Katarzyna Miller

wtorek, 1 marca 2011

Nie lubię dogadywać (się, sobie i innym)

zdjęcie: frame of ozz, flickr

Nie lubię zwłaszcza tego pierwszego - od sześciu lat. Cała rodzina wyrazów od gadania w ogóle do mnie nie przemawia: ani gadka, ani gadu (gadu), gadatliwość, wy- i obgadywanie różnych rzeczy też nie.

Dogadywać to się można ze znajomymi i ludźmi z pracy. Z sąsiadami z dołu. Z uczniami. I z tymi, którzy sprzedają warzywa na targu: bo - tu cytat z Cejrowskiego - jakiś cham cię tam zawsze oszwabi na marchewce.

Reszta osób powinna być z grona dogadywania wyłączona. Tego się nauczyłam od Patrycji.

Dokładnie sześć lat temu, wiosną, dwie studentki filologii rozmawiały w trakcie spaceru o mężczyznach. Dziś już nie pamiętam bohaterów tamtego odcinka, w każdym razie z jednym z nich na pewno bardzo dobrze się dogadywałam. I wtedy Patrycja mnie zaskoczyła.

"Ale w życiu chodzi chyba o coś więcej niż dogadywanie się...?"

Pewnie, że chodzi.:-)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...