niedziela, 12 czerwca 2011

Czy Czesław, co śpiewa, mówi po polsku?



Pytanie to, w tytule
postawione tak śmiało,
choćby z największym bólem
rozwiązać by należało.

"Dlaczego ogórek nie śpiewa?"
mistrz Konstanty


Czesław Mozil po polsku nie mówi. To, co wychodzi z jego ust, jest raczej językiem polskawym - owszem, śmiesznym i momentami oryginalnym, przyznaję. Ale czemu słucham tego w najlepszym czasie antenowym ogólnopolskiej telewizji? Czemu sprzedają mi człowieka, którego zadaniem jest m ó w i ć, a który tego dobrze nie potrafi?!?

Tak, znam jego historię: urodził się (zresztą jak ja!) w Zabrzu, a gdy miał 5 lat, jego rodzice wyemigrowali do Danii. Mieszkał tam lat dwadzieścia trzy. Szmat czasu.

Nauczył się wtedy mówić po angielsku i oczywiście po duńsku - a opanowanie duńskiego w stopniu tylko komunikatywnym uważam za superwynik. Sama mam koleżanki, które także z rodziną do Kopenhagi wyemigrowały i gdy słuchałam ich kłótni po duńsku, zawsze byłam urzeczona. Zrozumienia nic. Ale jaka melodia!

Od kilku lat Czesław mieszka w Krakowie. Wrócił do kraju i do ojczystego języka, i można nawet powiedzieć, że to patriotyczne. To - tak. Ale bez znajomości języka polskiego cały ten (współczesny) 'patriotyzm' tak wiele traci na wartości...

Co zabawne (?) - naprawdę podobają mi się koleje jego losu. Mieszkanie za granicą, kontakt z wieloma kulturami, artystyczna dusza, talent, zdolność komponowania, śpiewania i grania na instrumentach, znajomość języków - artystom zawsze więcej było wolno i nie śmiałabym tego poddawać w wątpliwość. Nie mogę tylko zaakceptować faktu, że... wszyscy wydają się akceptować jego kiepską polszczyznę!

W prasie korekta błędy poprawia, dlatego w druku jego słowa są piękne, okrągłe, bez zarzutu. Ale kto dziś wydaje pieniądze na gazety? Za to telewizja... O mocy tego medium nie trzeba chyba nikomu przypominać.

Trinspiration1, autor filmiku "Mistrz języka polskiego - Czesław Mozil", świetnie zagrał metaforą w swoim tytule. To pozwala mi sądzić, że ma poglądy podobne do moich. Natomiast komentatorzy przerzucają się argumentami ad hominem. Najlepszy jest tekst:
może i ma problemy z językiem, ale tyle ich zna, że niejeden mógłby mu pozazdrościć :)
(korekta - u.)

W takim razie ja się przyznaję do znajomości języków pięciu: polski, angielski i francuski plus łacina, a nawet starocerkiewnosłowiański. Gramatyka na bardzo dobry, gorzej ze słówkami. Odwrotnie niż z polszczyzną u Czesława, czyli porównywalny poziom!

Dobrze, że Czesław do siebie - artysty ma duży dystans. W końcu... Czesław Śpiewa, nie mówi. ;) Czy w telewizji ogólnopolskiej moglibyśmy na tym poprzestać?

Z wyrazami szacunku,
u.

Fałszywa etymologia

źródło: piksele

piątek, 10 czerwca 2011

"Jak Polacy o seksie nie mówią"*

źródło: Rodale Images

Językoznawca, dr Marek Kochan uważa, że gdy chodzi o "miłość na całe życie", potrzebny jest rytuał, odwołanie się do kodu. Dla jednych może to być sonet Petrarki, dla drugich "Monty Python", dla trzecich hip hop. Przekaz intymny podlega szyfrowaniu, nie ma szyfru ogólnoludzkiego.

Jak to wygląda w praktyce? W każdej grupie wytwarza się specyficzny język. W grupie murarzy może tu chodzić o szpachlowanie czy tynkowanie. W przypadku pracowników warzywniaka mogą być skojarzenia z warzywami, w przypadku piekarzy - z wypiekami...

No dobra, a jak pracownica warzywniaka spotka się z piekarzem? - Wtedy będą musieli poszukać wspólnej płaszczyzny i porozumieć się na przykład w języku komputerów. Teraz to bardzo popularny język. Mogą mówić o klikaniu, o logowaniu się, o joystickach i myszkach. Tak właśnie powstaje nowy intymny język. Kiedyś przez to, że w filmach zamiast scen erotycznych pokazywano kwiaty, mówiło się o "zasadzeniu pelargonii". Dziś może to być "wymiana plików", "łączenie pamięci".

*fragment artykułu z "Gazety Wyborczej" (luty 2007r.)

A dlaczego nasz język seksu i miłości jest tak ubogi? To już zupełnie inna historia...

czwartek, 9 czerwca 2011

Na służbie (i wódka)

źródło: Internet

A wydawałoby [mi] się, że wyrazem trudniejszym od porządku jest służba, w której ortografy można zrobić dwa!

Z *pożądkową od razu kojarzy mi się... żołądkowa. Próbowałam gorzkiej kiedyś, całkiem dobra wódka. Tylko jak można (ku)pić alkohol o tak okropnej nazwie? To jak jeść flaki- potrawa potrawą, o gustach się nie dyskutuje. Ale serio - flaki?!?

wtorek, 7 czerwca 2011

Zdradziliście, wymusiliście, nadużyliście... ale jesteście na liście

W kolejce/ na liście zajmujemy miejsce i możemy być: pierwsi, drudzy, trzeci (podium), czwarci, piąci, szóści, siódmi, óśmi, dziewiąci, potem dziesiąci i druga dwudziestka (aż do dziewiątej), zaś jedno oczko przed setką jesteśmy... dziewięćdziesiąci dziewiąci.

Męskoosobowe formy części liczebników są dziś tak rzadko używane, że wydają się dziwne i niepoprawne. A jednak!

Sprawdź się: Polska zajmuje teraz w najnowszym rankingu FIFA miejsce siedemdziesiąte pierwsze. To znaczy, że na liście jesteśmy...

:)

poniedziałek, 6 czerwca 2011

niedziela, 5 czerwca 2011

Za pannami sznurem

Od wczoraj nie przestaję się zastanawiać, czy wieczór panieński to impreza - jak mogłaby wskazywać sama nazwa - tylko i wyłącznie dla panien, czy też dla wszystkich kobiet, związanych - jak mogłaby wskazywać sama nazwa - z [przyszłą] panną młodą...?

Póki nie sprawdzę, nie wiem...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...